|
Blog > Komentarze do wpisu
W alkowie
"Miłość jedynie płciowa istnieje dla wyuzdanych rozpustników, dla ludzi na poły chorych, słabych na duchu i ciele, których należy leczyć, ale nie naśladować" L. Tołstoj - osoby, które jednak zdecydowały się na takie działanie miały być narażone na "nadużywanie narządów płciowych" co było szybką drogą do impotencji, bezpłodności, osłabienia, zaniku jąder, "upadku zdolności myślenia", a w ostateczności do śmierci - "podniecenie nerwowe" powodowało także jedzenie. Wśród tych produktów możemy znaleźć słodycze, mięso, ryby, jajka, kawę, herbatę. Podobnie było z miękką pościelą i ubraniem. - małżonkowie powinni spać w osobnych pokojach, a gdy nie ma takiej możliwości to chociaż w osobnych łóżkach przy przeciwległych ścianach. Stanem doskonałym było "obcowanie małżeńskie" raz, góra dwa w miesiącu. - były jednak takie osoby, które uważały, że wstrzemięźliwość jest nienaturalna. Stwierdzali, że miłość fizyczna jest "najrozumniejszą formą używania zasobów płciowych". Wilhelm Lubelski uważał, że dobrodziejstwem małżeństwa jest "regularne i umiarkowane użycie przyjemności płciowych, które nie tylko, że nie osłabiają organizmu, ale wzmacniają wydzielanie płynów nasiennych i uwalniają naturę od nadmiaru takowych". Liczba zbliżeń zalecana przez Lubelskiego to: dla 20-30 latków - dwa do czterech razy w tygodniu, dla 30-40 latków dwa razy w tygodniu, od 40 do 50 lat raz na tydzień. Po skończeniu 50 lat popęd słabiej "czuć się daje" - Lubelski pisze też o doktorze Mathieu, który był wzywany do kobiet w klasztorze, które "skutkiem religijnego szału ulegały cierpieniom płciowym, to jest erotomani i obłędowi miłosnemu", "Małżeństwo pod względem fizjologji i hygieny", Warszawa 1862 - kobietom zalecano większą wstrzemięźliwość. "Gdyby tak nie było, cały świat stałby się lunaparem, a małżeństwo i rodzina niepodobieństwem. W każdym razie (...) kobieta goniąca za mężczyzną i szukająca płciowej rozkoszy są zjawiskami nieprawidłowemi" pisze R. Krafft-Ebing w "Zboczenia umysłowe na tle zaburzeń płciowych" - rady lekarza dla młodych, niedoświadczonych mężczyzn. A. Roicki ze "Świata płciowego": "Mężczyzna, po dłuższej pauzie, jak to się zdarza w okresie zaręczynowym, ma zazwyczaj pierwszą noc poślubną bardzo przykrą: zamienia się ona we fiasko. (...) Jeżeli młodemu małżonkowi pierwszej nocy nie powiodły się lubieżne zamiary, niech cierpliwie czeka. (...) Doskonale działają np. w podobnych razach zimne nacierania i prysznice, także masowanie okolic podbrzusza i pachwiny (...) ćwiczenia gimnastyczne na świeżem powietrzu. (...) Często też przed użyciem następuje zadośćuczynienie drogą mimowolną i zniecierpliwiony popęd sam radzi sobie, jak umie - ku rozpaczy młodego małżonka (...) Młodzi małżonkowie, którym się to zdarzy - dajcież spokój żalom, nie skarżcie się, nie rozpaczajcie, jak to niekiedy bywa. Zamiast dawać folgę hypochondryi, zwróćcie się do lekarza i szczerze opowiedzcie o waszem niedołęstwie" - doktor Lubelski zauważa, że: "Zdarzało się nam nieraz słyszeć niewiasty (...) które wyznały szczerze, (...) że często naśladują tylko objawy rozdrażnienia i rozkoszy, jakie spółkowaniu towarzyszyć zwykły, a to, by nie odstręczać męża i nie robić mu przykrości w tym względzie" - kobiety były przestrzegane przed złym zachowaniem w alkowie. "Mściwa oziębłość, wyrzuty, opryskliwe usprawiedliwiania, pozory do odmowy, niegrzeczne obejście się, upór lub co gorzej dewostwo rozpościerane w tej chwili, gdy przejęty żądzą miłosną mąż zbliża się do odebrania małżeńskiego uciśnienia, wielką stawiają przeszkodę do małżeńskiej szczęśliwości (...) Łóżko małżeńskie powinno jedynie być poświęcone miłości, przyjaźni, uprzejmej łagodności, żądzy płodzenia dzieci, a nie namysłom, tym mniej wybuchom zazdrości, łzom, wzdychaniom i kłótniarstwu. Nie powinno łoże małżeńskie być krzesłem sędziowskim, z którego żona roztrząsa postępowanie mężowskie, wykrzykuje na jego konduitę, i pisze dekret na pozbawienie go małżeńskich uciech. Nie ma łoże małżeńskie być targiem niejakim, gdzie by interes panował, i gdzie mąż grzeczności żonie nie okupywać musi obietnicami sukien, przejażdżek, spacerów lub innych zabaw" D. Beker, "Taiemnice płci żeńskiej iey choroby i lekarstwa na nie", Lipsk 1809 - na temat całowania. "Całowanie. Rodzaj żeński lubi nadzwyczaj chętnie całować. Delikatność kobiet, ich poświęcenie się, oraz bezustanne obcowanie z miłym światem dziecięcym usposabiają je więcej do całowania się, niż ma to miejsce wśród mężczyzn. Jest to zupełnie naturalne i słuszne, ale ma także swoje niebezpieczeństwa. Wiemy bowiem, jak wiele ludzi ma popsute zęby i niezdrową ślinę, nieprzyjemny odór z ust itp., a dalej wiemy też, jak łatwo mogą być przenoszone zarazki chorobowe przez oddech i skórę; wskutek tego całowanie w twarz jest wśród rozmaitych okoliczności niezdrowe i nieprzyjemne i dlatego powinno się go unikać. (...) Nawet zbyt częste całowanie w policzki może powodować wypryski na skórze twarzy." A. Fishcher -Duckelmann, "Kobieta lekarką domową"
Na podstawie: A. Lisak, Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku, Warszawa 2009
wtorek, 13 lipca 2010, ble1988
Nieznana historia on Facebook |
|