Blog > Komentarze do wpisu
Śmierć cz. 2
Część druga.

- mumie przodków traktowane były w państwie Inków z dużym szacunkiem. Pedro Pizarro, konkwistador zanotował: "Większość ludzi służyła zmarłym (...) którzy codziennie wynoszeni byli na duży plac i sadzani w kręgu, każdy według wieku. Służba obu płci podawała im jedzenie i napoje. Przed każdym zmarłym rozpalano małe ognisko (...) w którym następnie palono wszystko, co mu wcześniej dano, i w ten sposób zmarli zjadali to, co żywi"

- mumie były w doskonałym stanie. Opis kronikarza Garcilaso de la Vega: "Ciała mumii były tak doskonałe, że nie brakowało im nawet włosów, brwi i rzęs. Ubrane były w stroje, które zmarli nosili za życia (...) siedziały w pozycjach, w jakich zazwyczaj siedzą Indianie i Indianki, z rękami skrzyżowanymi na piersiach, prawa na lewej, ze spuszczonymi oczyma (...) Pamiętam, że dotknąłem palca Wayna Qapaqh. Był twardy i sztywny, jak u drewnianego posągu. Ciała były tak lekkie, że każdy Indianin mógł je przenosić w ramionach lub na barkach od domu do domu. Przenoszono je, zawinięte w białe płachty, przez ulice i place, a na ich widok Indianie padali na ziemię z wyrazem szacunku, łkając i wylewając łzy. Wielu Hiszpanów uchylało kapelusza."

Mumia z Peru

- w Indiach zmarły palony był na odpowiednio przygotowanym stosie. W 1330 roku w takim pogrzebie uczestniczył Ibn Battuta, który zanotował, że: "Wdowa na znak hołdu dla ognia złożyła ręce nad głową i rzuciła się w płomień. Działo się to przy wtórze bębnów, rogów i trąb. Mężczyźni poczęli rzucać w nią drwa, inni znów kładli grube polana, by się ruszać nie mogła. Zewsząd wzmagały się krzyki i wrzawa czyniła się niezmierna. Gdy to zobaczyłem, omdlałem, i byłbym spadł z konia, gdyby towarzysze nie przyszli z pomocą. Obmyli mi twarz, po czym powróciłem do domu" (Osobliwości miast i dziwy podróży 1325-1354)

- Celtowie mieli wróżyć przy pomocy zmarłego ciała. Opisał to Diodor Sycylijczyk w I w n.e: "Gdy stoją w obliczu ważnego problemu, decydują się na poświęcenie życia ludzkiego, wbijają sztylet w ciało... i gdy zbolała ofiara padnie na ziemię, odczytują przyszłość ze sposobu upadku, układu członków oraz z tego, jak wypływa jej krew"

- w Anglii istniały osoby, które trudniły się "zjadaniem" grzechów zmarłej osoby. Kronikarz John Evelyn opisał to w XVII wieku: "W hrabstwie Hereford był stary zwyczaj związany z pogrzebem: opłacanie ubogich, którzy przejmowali na siebie wszystkie grzechy popełnione przez zmarłego. Pamiętam, jak jeden z nich (wysoki, chudy, godny pożałowania ubogi łobuziak) mieszkał w domu przy głównej drodze do Ross. Zwyczajem było, że gdy ciało zmarłego zostało wyniesione z domu i umieszczone na katafalku, przynoszono bochenek chleba i wręczano go zjadaczowi grzechów nad ciałem zmarłego. Otrzymywał on również zrobiony z wiśniowego drewna puchar z piwem, które zawartość wychylał natychmiast, oraz sześć szylingów jako potwierdzenie przejęcia na siebie (...) wszystkich grzechów zmarłego w celu ochronienia go przed ewentualnością błąkania się po ziemi już po śmierci"


- zmarli chowani byli w kościołach. Jednak w 1840 roku lekarz sir John Simon przestrzegał przed zagrożeniem dla zdrowia, które stanowiły takie pochówki: "Jest to bardzo poważna sprawa, gdyż pod stopami osób uczestniczących w nabożeństwach znajduje się prawie jednolita masa rozkładających się resztek ciał ludzkich, usypanych tak wysoko, jak na to pozwala sklepienie, i w zasadzie tylko częściowo przykrytych"

 

Na podstawie:

M. Kerrigan, Historia śmierci, Warszawa 2009

sobota, 03 lipca 2010, ble1988
Nieznana historia on Facebook

Zostań stałym czytelnikiem!